Misza napisał(a):
Dolnoslonzok napisał(a):
są tu sterty porad o oprysku sodą na mączniaka rzekomego.
Misza napisał(a):
Zacytuj coś, bo bardzo mnie zaciekawiłeś tą informacją.
Dolnoslonzok napisał(a):
Szereg postów i tematów o sodzie na mączniaka prawdziwego wprawdzie
Czyli minąłeś się z prawdą, żeby nie napisać dosadniej.
A to, że użytkownicy nie piszą krytycznych uwag wcale nie znaczy że się z tobą zgadzają. Może po prostu przestali cię czytać...
Już napisałem, że walnąłem gafę. Ty jednak nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie. Jeżeli soda niszczy krzewy, czy zatem jest różnica o jakiego mączniaka chodzi? Krzew rozpoznaje, że ma umrzeć po sodzie na rzekomego, a nie umierać po sodzie na prawdziwego? A jeżeli oprysk sodą jest tak szkodliwy, to dlaczego jest tyle stert informacji o jej stosowaniu na prawdziwego? Brak konsekwencji i logiki tu widzę. Chyba że mi wytłumaczysz.
ZbyszekTW napisał(a):
(...)
Ale w temacie uprawy oraz oprysków, tutaj jednak brakuje Ci wiedzy. I promowanie uprawy trudnych odmian w dużym zagęszczeniu, przy palikach, nieumiejętne opryski - wprowadza nowych użytkowników w błąd.
A jaki to błąd - widzisz na swojej skórze, kiedy mimo ogromu włożonej pracy, owoców brak.
A udowodnisz, że wg starych metod mozna uprawiać - jak będziesz stabilnie zbierał po 1 kg dojrzałych owoców z krzewu...
Piszę to dlatego, iż 10 lat temu, po przeczytaniu całego internetu (w którym wiedzy wtedy było mało) oraz szeregu ówczesnych publikacji - sam wiele błędów popełniłem. Które kosztowały mnie wiele lat pracy, może nie na marne, bo nauczyłem się na swoich błędach - ale jednak wiele tamtych decyzji dzisiaj rozpatruję jako błędy. I teraz tym chciał, żeby nowi winogrodnicy, wielu z tych błędów uniknęli.
Należy promować uprawę dostosowaną do naszych, trudnych warunków. W szpalerach. Wysokich, szeroko rozstawionych. Poprawną agrotechnikę. I precyzję, dokładną dbałość o szczegóły w kwestii zdrowotności... A dalej, przy opanowaniu pracy w piwnicy - można liczyć na satysfakcję z naszej pasji.
Zbyszku, tak, przez lata błędnie walczyłem z patogenami. Mój upór kosztował mnie wiele. Uprawa w tłumie, wg starych form, same vinifery, a do tego zacieniona część ogrodu od godz. 16 i mniej przewiewna niż pozostała oraz ciężka mada rzeczna - to wszystko utrudnia. Dlatego, aby nie popełniać błędów uzyskałem po szkoleniu u dr. Mazurka strategię ochrony, o której piszę tu konsekwentnie od wiosny. Oprysk sprawdzał się do czasu, gdy nieustanne deszcze spowodowały z końcem lipca presję mączniaka (jak wiemy, nawet uprawy komercyjne mają z tym patogenem problem w tym roku). W suchym roku taka strategia będzie skutkować jeszcze lepiej. Jednak moją winą jest, że zamiast zalecanego stężenia miedzi używam tego najmniejszego (0,075%), które nie szkodzi owadom zapylającym, a efekt da z pewnością w suchych latach przy znikomej presji mączniaka rzekomego. Widać, że w takim roku to zbyt mało na taką uprawę. Zresztą wycofuję się z miedzi, a jest szereg innych skutecznych jak ona środków, zatem i stężenie nie będzie szkodliwe. Coś za coś. Zbyszku, aby zbierać kilogram z krzewu moje rośliny muszą okrzepnąć po przesadzeniu ich w latach 2017-2018, choć i tak plon z 2018 był zadowalający (mimo, że mączniak prawdziwy, który przez lata targał moją uprawą uszkodził wiele gron). Masz rację. trzeba uczyć się na błędach, dlatego uprawa w nasłonecznionej i przewiewnej części ogrodu, na piachu, będzie i już wygląda całkiem inaczej. Rozstaw 1,6 m x 1, 6 m. Ten sam kalendarz oprysków, z tym, że przedwczoraj był oprysk Limocide, nie sodą jak w części historycznej, pozwala na lepsze efekty.
Chasselas https://wino.org.pl/forum/attachment.php?aid=33371
https://wino.org.pl/forum/attachment.php?aid=33372 https://wino.org.pl/forum/attachment.php?aid=33373 https://wino.org.pl/forum/attachment.php?aid=33367 https://wino.org.pl/forum/attachment.php?aid=33368 https://wino.org.pl/forum/attachment.php?aid=33369 https://wino.org.pl/forum/attachment.php?aid=33369 . Tu, na docelowo 300-400 roślinach będzie jeszcze gobelet, ale w dalszej części, gdzie mam nadzieję dojść do liczby 900-1000 krzewów będą rosły krzewy w formie głowy na pniu (50-60 cm) wzorem niektórych, obecnych winnic zielonogórskich. A w części historycznej, co mogę zrobić? Ten rok zweryfikował już niektóre postępowania. Małe dawki miedzi w wilgotnym sezonie nie pomogą, gdy trzymamy się trzech, miedziowych oprysków (należy dlatego wprowadzić alternatywę dla miedzi). Zbyt dużo azotu wywołane podlewaniem gnojówką z pokrzywy przyczyniło się również do utarty kwiatostanów spowodowanej zimną i wilgotną pogodą w okresie kwitnienia. Azot spowodował nadmierny rozrost liści i szalony wzrost krzewów. Za wzrostem szła konieczność częstego ogławiania, co skutkowało wysypem pasierbów i zagęszczeniem. Koło zamknięte. Trzeba zatem ponownie przebadać glebę i unikać przeazotowania. A ponadto, należy jeszcze zmniejszyć liczbę latorośli. Najważniejszy efekt końcowy - nauka wytworzenia wina ze zdrowych i dojrzałych owoców. To będzie dopiero sukces. I dlatego ten sezon pozwolił mi podjąć decyzję. Zanim nauczę się prowadzić uprawę zdrową i dającą zdrowe owoce, trzeba wykorzystać ten czas na naukę wyrobu wina. A do tego trzeba zastosować dywersyfikacje w posiadanych odmianach, stąd wiosną pojawi się u mnie hybryda - Johanniter. Tak, popełniam błędy i dlatego opisywałem jedynie to, co wyniosłem ze szkolenia, jednak po burzę wywołała moja gafa o sodzie, gdy przecież i tak mnie nikt nie czyta.
kuneg napisał(a):
(...)
Ewidentne bzdury wciskasz tym razem.
Już wyjaśniłem, że pomysł o sodzie wziąłem z poradników ogrodniczych, a stężenie sody zastosowałem jak na mączniaka prawdziwego, co znalazłem w podanych tematach na forum. Dlatego, proszę o wyjaśnienie:
Dolnoslonzok napisał(a):
(...)Jeżeli soda niszczy krzewy, czy zatem jest różnica o jakiego mączniaka chodzi? Krzew rozpoznaje, że ma umrzeć po sodzie na rzekomego, a nie umierać po sodzie na prawdziwego? A jeżeli oprysk sodą jest tak szkodliwy, to dlaczego jest tyle stert informacji o jej stosowaniu na prawdziwego? Brak konsekwencji i logiki tu widzę.(...)
Choć przyznałem się do błędu i przeprosiłem, zrobiła się burza, jakby po każdym wpisie Dolnoślonzoka adept winorośli leciał z opryskiwaczem do uprawy, stosując jota w jotę słowa ekologicznego mentora.