zbyszekB napisał(a):
Nie widać chętnych do dyskusji

.....
Zapewne zainteresowanie byłoby większe gdyby nie ten skomplikowany angielski, pełen trudnych terminów. No cóż, nie mam czasu tego tłumaczyć a w tłumaczu googli wychodzi niezrozumiała sieczka.
Zatem w skrócie tylko powiem, że hiperoksydacja (inaczej: silne utlenianie) białego moszczu ma służyć wytrąceniu związków chemicznych które pozostawione w winie, sprzyjają jego późniejszemu utlenieniu/zepsuciu. Robi się to poprzez wprowadzenie czystego tlenu do moszczu, co prowadzi do jego silnego zbrunatnienia. Dalej procedura jest identyczna jak dla moszczu z pirosiarczynem. Wino zrobione w ten sposób jest trwalsze i trudniej go utlenić. Co do wpływu tej "hiperwentylacji" na walory aromatyczne i smakowe wina, to jednoznacznie wskazuje się na znaczenie szczepu z którego takie wino jest wytwarzane. Jedne odmiany zyskują, inne nieco tracą, w jeszcze innych profil sie nie zmienia. Natomiast niezależnie od odmiany, we wszystkich winach znacznie spada poziom goryczki. Z tego powodu napisałem wcześniej o Solarisie.
Trzeba zaznaczyć, że nie jest to jakieś hochsztaplerstwo. Badania nad tą metodą zaczęły się w latach 70-tych ubiegłego wieku a z listy cytowanych publikacji wynika, że sprawa przechodziła przez wiele poważnych instytucji, z pozytywnym skutkiem. Trudno jednak powiedzieć jaki jest procentowy udział takich win na rynku, ponoć niektórzy robią.