|
Witam, na tym forum jestem nowy i z ciekawością czytam co piszecie. Fajnie, bo nikt nikogo tu nie obraża i nie wyśmiewa. Dlatego postanowiłem i ja zabrać skromny głos w dyskusji:-). Do tej pory bardziej interesowałem się innymi roślinami (użytkowe- doniczka i grunt- głównie mało znane i eksperymenty, co zrozumiałe dla miłośnika i amatora). Winorośl traktowałem marginalnie, ale od czasu jak kupiłem spawarkę i mogłem tworzyć konstrukcje własnego pomysłu "przypomniałem" sobie o szlachetnej winorośli. Dotąd miałem tylko Aurorę, która rosła na pół dziko, zarastając taras domku na działce. W ukorzenianie jednak zawsze się bawiłem choćby dla znajomych czy sąsiadów. Najpierw były to sadzonki zielne, ukorzeniane w mnożarce z podgrzewanym dnem z termostatem (do kupienia najbliżej za Odrą). Profilaktycznie ukorzeniacz, skrócone o połowę liście, sadzonki bez stykania się ze sobą, jałowy, gruby żwir jako podłoże. 90% skuteczności, ale odmiany szlachetne miały problemy z przetrzymaniem pierwszej zimy (słabe przyrosty po ukorzenieniu). Teraz mam kilka odmian, które uznałem za teoretycznie najlepsze dla mnie (bardzo subiektywnie bo głównie decydował dostęp do sprawdzonych odmian w handlu, porównanie opisów i zakup). Zrezygnowałem z mnożarki (winorośl blokowała mi miejsce dla innych roślin) i zastosowałem starą, sprawdzoną metodę. Przygotowałem kawałek ziemii na działce (ok. 1na1m - mieszanka odkwaszonego torfu i ziemii kompostowej). I w tym miejscu wsadzam przycięte w marcu lub na początku kwietnia sztroby na głębokość 20- 25 cm, podobnie jak agrest czy porzeczkę. Jeśli sadzonka nie jest przemarznięta- ok75% się udaje i do zimy ładnie się ukorzeni na miejscu stałym jako sadzonka już zdrewniała, a zatem o wiele bardziej mrozoodporna niż filigranowa i cienka zielna z mnożarki. Opsypanie na zimę kopczyka z liści wystarczy by szlachetna odmiana przeżyła. Gorzej z łozami, ale tu każdy jakoś sobie radzi. Ja mam na myśli kilka sadzonek w ogródku, a nie winnicę na kilku hektarach:-). Zniknął zatem problem przeładowania mnożarki i bałaganu związanego z eksperymentami zimowymi ze sztrobami w domu. Być może sprawa ukorzeniania różnie wygląda w przypadku różnych odmian, ale generalnie winorośl jako gatunek powinien reagować podobnie. Dodam, że tą gruntową mnożarkę mam w pełnym cieniu pod leszczyną, nie korzystam z osłon z folii czy włókniny, a jedyne zabiegi agro, to podlewanie i zastosowanie na wiosnę, jednorazowo podlania gleby mieszanką środka przeciwgrzybowego i owadbójczego (w moim przypadku mieszanka Talstaru z Nissorunem) tak, aby zmoczył glebę na odpowiednią głębokość (ok.10l płynu). Gdy pojawią się liście pryskam profilaktycznie mieszanką Syllitu, Bravo i Amistara. Ponieważ nic się złego nie dzieje, nie umiem napisać czy te opryski są konieczne? I jeszcze słowo na temat odmian mieszańców amerykańskich...ktoś napisał, że to śmieć.. Cóż, różne mamy podniebienia (niektórym ponoć smakują?). Dziś to nazywa się "smak lambrusca", kiedyś chyba źródła podawały "lisi posmak?"To najlepsza winorośl na odgrodzenie się od "reszty świata" czyli ulicy, sąsiadów, wiatru itd...rodzi to, co rodzi, ale nie wymaga praktycznie żadnych zabiegów poza cięciem gdy wyrośnie poza miarę lub, po latach, zbytnio się ogołoci od dołu. Przy odmianach deserowych, niestety, trzeba już zachować kulturę uprawy. Inaczej miast degustacji zarośnie nas wino wielkości porzeczki i smaku bele czego:-(...
|