ZbyszekTW napisał(a):
Zacząłem od sprawdzenia przepływu wody w sieci wodociągowej. Odkręciłem kilka kranów i przy liczniku ze stoperem zmierzyłem maksymalny przepływ. Wyszło mi około 1,7 m3/h. Ale to na instalacji dławionej przez różne zawory na 3/4".
Zrobiłem dodatkowe wyprowadzenie wody na dwór - hydraulik zrobił odejście zaraz za licznikiem, rura na dwór, zawór 1". To w końcu i tak było mi potrzebne, także i do zraszania się przyda. Przepływ na tak wykonanym odejściu około 3m2/h.
Następnie zakupiłem na próbę kilka plastikowych zraszaczy. Będę cytował produkty ze strony internetowej podlane.pl.
To nie jest reklama czy polecenie, ja tam kupiłem, ale jak ktoś znajdzie gdzie indziej, taniej, to oczywiście warto.
Ostatecznie zdecydowałem się na Mikrozraszacz na szpilce 35cm 861 Tavlit 8m. Równomiernie pracował i nawet przy niskim ciśnieniu wody rozpoczyna pracę. (10 pln/sztuka)
Zrobiłem rozprowadzenie z węża Rura nawodnieniowa PE ⌀ 25 mm PN 6 (2,40 pln/mb). Jeden rząd, 25 zraszaczy.
Rura przymocowana górą do słupka, na szczycie zraszacz co 5m (każdy słupek).
Planowałem ochronić 3 rzędy (ten z wężem + 2 boczne) oraz możliwe że częściowo dodatkowe 2 (razem może 5).
Od tego dostawcy można też zakupić wszystkie złączki wąż/wąż i wąż/gwint, które są o tyle fajne, że nie zawężają średnicy wewnętrznej węża.
Zraszacz jest w komplecie ze szpilką, rurką i plastikowymi złączkami. Robi się w rurze PE25mm otwór fi 4mm i wpina na wcisk zraszacz.
Ja otwór wykonałem wiertłem 4mm (trzeba wiertło skrócić, żeby na wylot się nie przewiercić) następnie rurę wypłukałem wodą, żeby pozbyć się wiórów.
Wygląda to tak jak na zdjęciu.
Wnioski z użytkowania:
Zraszacze w ilości 25 szt na jednej linii pracują całkiem poprawnie i równomiernie. Promień zraszania koło 4 m (chociaż pojedyncze krople dolatują do 5m), pobór wody 2,5 m3/h (100 l wody na zraszacz na h).
Daje to 2500 l / h na powierzchnię 1000m2 -> 2,5 l / h / m2
Na ten moment bym wybrał mniejszy model zraszacza - Mikrozraszacz na szpilce 35cm 861 Tavlit 7m - gdyż zasięg "prawie 4 m" powoduje, że chroni się trzy rzędy; a pięciu i tak nie, a jest duża zakładka między słupkami.
Ocena po mrozie jest też taka, że chroni 3 rzędy. Także lepiej ten "7-metrowy" który też zużywa o 25% mniej wody i można więcej ich rozstawić.
Odnośnie skuteczności:
Miałem całą noc mróz (od 21 do 7 rano), minimalnie -3,9*C. Zraszanie uratował około 50% latorośli.
Reszta winnicy wymrożona razem z pąkami zapasowymi do gołego drewna...
Dobrze to opisał R. Myśliwiec - że potrzeba 1 l /m2 na każdy 1 stopień poniżej 0. Także na -4, trzeba 4 litry, a moja instalacja dawała 2,5.
Myślę, że ten mój system by zadziałał prawie w 100% jakby było do -3, albo mróz by nie trwał 10h, a był bardziej przymrozkiem np. od 3 do 7...
PS. Na pozostałej części paliłem ogniska, które dały 0% skuteczności. Okoliczne winnice też paliły i wszyscy przegrali z przyrodą. Jednak na taki mróz ciężko cokolwiek zdziałać.
Ale myślę, że zraszanie jest najskuteczniejsze. Koszt instalacji przy wykonaniu jak opisałem względnie niski. Koszt wody - każdy sam musi sobie obliczyć, czy warto. Dla mnie warto.
Zachęcam do wymiany doświadczeń, wiem, że wiele osób stosuje podobne rozwiązania.
Zbyszek wracam do tematu. Demontujesz system po przymrozkach czy zostawiasz na winnicy?
Wysłane z mojego Redmi Note 9S przy użyciu Tapatalka