Minęły 3 miesiące od zasadzenia pierwszych sadzonek. Z 20-tu krzaczków, pomimo podtopień, zimna i wilgoci rosną i mają się całkiem dobrze: Seyval Blanc, Diemietria Róż, Lilla i Sarolta. Mają ok. 20-30cm wysokości, grube, mocne łodygi i piękne zielone liście. Cieszą oko.
Nieciekawie prezentuje się Timur, Festive i Kordianka - mają tylko po kilka cm wzrostu, pognite, pourywane liście itd.
Natomiast reszta krzewów tj. arkadia oraz te o dziwnych, wschodnich nazwach jak: Lakhegyi Mozes, Jantarnyj Mag, Nadzieżja Tip itd. nie rośnie w ogóle. Pędy które wybiły w kwietniu, zmarniały.
I teraz pytanie, czy dać szanse tym krzewom?
Mam możliwość posadzenia na ich miejscu innych sadzonek. Wiem, że cierpliwość w przypadku uprawy winorośli to największa cnota, ale jeżeli z krzaczków nic nie będzie to po co je trzymać (jeszcze choroby przeniosą

. Przypominam, że krzewy rosną na poletku doświadczalnym i chodzi mi generalnie o przetestowanie jak największej ilości odmian. Docelowo na winnicy ma rosnąć po 2 odmiany na wino białe i czerwone + kilka deserówek.
Nietrudno zauważyć, że w moim zestawieniu brakuje kilku(nastu?) lepszych, wcześniejszych odmian, choćby Nero, Regent, Rondo, Muskat Odesskij, Cascade czy Cabernet Cortis.
Co w takim razie poradzicie mi dosadzić? (przypominam - projektowana winnica docelowo 25a, rejon małopolska w malowniczej okolicy Krzeszowic i Trzebini; 400m npm; stok SW; ciężka gleba, a pod nią glina, warunki klimatyczne nieciekawe, długa mroźna zima (chyba konieczne okrywanie krzewów), w lecie częste, dokuczliwe wiatry od południa. W zasadzie jedyny plus to bardzo dobre nasłonecznienie. Jesienią lub w przyszłą wiosnę mam zamiar posadzić 40 krzewów, rok później 10x więcej.
Z litereatury wyczytałem (zresztą, również polecano mi) aby posadzić Regenta.
Seyval Blanc, mimo późnego dojrzewania też wydaje mi się niezłym kąskiem.
Leon Millot, Marechal Foch, mimo świetnych parametrów - odpadają (wysoka forma prowadzenia).
Tak więc,
bez Waszej pomocy się nie obędzie (tzn. nie strace roku lub dwóch)