Cześć
W zeszłym roku trenowałem oczkowanie jabłoni, śliw i grusz pod okiem doświadczonego ogrodnika, w jednym z sadów pod Szczecinem. Według niego, kluczem do sukcesu jest.... nóż, a dokładniej jego ostrość. Najlepsze są proste, polskie, gerlachowskie okulizaki z drewnianą oprawką. Po zakupie takiego noża (koszt jakieś 15-17zł) trzeba go naostrzyć, co zajmuje około 3-4 godzin. Do ostrzenia używamy tylko papieru ściernego (różnych grubości), wody i deseczki z twardego drewna jako podkładki, a w końcowej fazie skórzanego paska. Po naostrzeniu nóż ma mieć na przekroju kształt klina (nie młotka), być wypolerowany jak lustro i być ostry jak brzytwa i to nie jest przenośnia, ma jednym ruchem golić włoski na przedramieniu. Cały ten cyrk z ostrzeniem jest po to, by drewno pod tarczką oczkową było ścinane, a nie miażdżone. Jeśli w miejscu odcięcia tarczki widać maleńkie włoski, to znaczy, że nóż jest źle naostrzony, a jeśli powierzchnia cięcia jest idealnie gładka wtedy jest OK.
Oczkowaliśmy na przystawkę, coś podobnego masz tu:
http://www.szkolkarstwo.pl/images/artic ... /266/5.jpg
Sama technika jest w miarę prosta, najpierw jednym ruchem robimy cięcie poprzeczne parę mm pod naszczepianym oczkiem następnie (znów jednym ruchem) ścinamy tarczkę oczkową, aż do wcześniej wykonanego cięcia. Następnie te same ruchy powtarzamy na podkładce. W powstałą na podkładce ranę wpasowujemy tarczkę i całość (rozpoczynając od dołu) mocno obwiązujemy taśmą foliową (omijając samo oczko) . Ważne jest by miejsce szczepienia nie zostało zabrudzone lub zamoczone. Dobrze gdy i podkładka i szczepka mają takie same średnice.
Pozdrawiam
Fester
P.S.
Parę dni temu miałem okazję sprawdzić skuteczność tych operacji. Przyjęło się (ma zielone, żywe oczko) około 70%, czyli wynik jak na pierwszy raz niezły
