RolnikSam napisał(a):
Drugi temat - kwas giberelinowy.
(...)
Mam Leona, Alibernet, Swensona, Muscat Blue, Solarisa i z dziesięć różnych
deserówek. Na których odmianach warto zastosować, a na których nie?
Czy dobrze rozumiem, że ten hormon działa punktowo - czyli tylko na te kwiatostany,
które wykąpie w roztworze? Nie na cały krzew?
Mógłbym zrobić dzięki temu porównanie...
Działa punktowo. Możesz zanurzać kwiaty w jej roztworze albo je spryskiwać. Ja spryskiwałem. Efekt zależy od użytego stężenia. Używałem stężeń 0,075 g/l oraz 0,05 g/l. Będziesz potrzebował odpowiedniej wagi. Generalnie giberelina najlepiej rozpuszcza się chyba w 70% alkoholu etylowym. Jak zatem widzisz jest sporo zabawy, żeby odważyć odpowiednią ilość gibereliny, rozpuścić ją i następnie rozcieńczyć roztwór wodą, aby uzyskać odpowiednie stężenie.
Dla odmian o których wspomniałeś nie warto. Muscat Bleu moim zdaniem lepiej wygląda bez GA3, z przerobówek spryskałem np. Regenta i w efekcie grono było przestrzelone i nienaturalnie rozciągnięte, a jagody zdeformowane, wydłużone. Moim zdaniem dla przerobówek szkoda zachodu, chyba że to jakaś odmiana o bardzo zbitych gronach i przy odpowiednim stężeniu można rozluźnić grono i uniknąć np. ataku szarej pleśni lub ułatwić sobie finalne odszypułkowanie gron. U większości obcopylnych deserówek uzyskać można owoce beznasienne i zwykle większe jagody i grona. Gdybyś miał w deserówkach coś z Kiszmiszów, albo obcopylnych, które słabo się zapylają to można się z tym bawić. Ewentualnie jeśli podczas kwitnienia prawie ciągle pada można się ratować gibereliną w celu poprawienia zapylenia... Jednak skuteczny zabieg wymaga słonecznej pogody, temperatury co najmniej 16 stopni, a wszystkie kwiaty w gronie muszą być otwarte. Zabieg można powtarzać pod koniec kwitnienia Ja u siebie wykonywałem to popołudniu w godzinach 17-1,8 tak aby słonce już nie było zbyt mocne i nie poparzyło kwiatów. Oczywiście w temperaturze minimum 16 stopni.
Poczytaj jednak nawet na naszym forum o skutkach ubocznych i to nie tylko na roślinach, ale u ludzi. Jeśli chodzi o rośliny łatwo krzewy przeciążyć, a nadmiernie wyeksploatowane kiedyś to odczują. Mi się zdarzyło, że krzew potraktowany gibereliną zawiązał mnóstwo gron, zaniedbałem redukcję i później 2 lata były bez owoców. Stosowanie zbyt dużych stężeń może podobno wywołać rożne niekorzystne mutacje u roślin. Co do ludzi - nie szukałem dawno informacji na ten temat, ale kilka lat temu podejrzewano, że giberelina ma negatywny wpływ na nerki, albo wywołuje raka prostaty.