|
Tak się akurat składa, że nie tylko winogrona są wyznacznikiem klimatu w Polsce za czasów Średniowiecza. Zapisy mówią o bezśnieżnych zimach (w czasie najcieplejszych dekad) i wiośnie nadchodzącej czasami nawet w styczniu (najwcześniej około 15 stycznia). Niektórzy powiedzieliby ,że i teraz bywa ciepło w styczniu, ale jednak nie ma mowy o rozpoczęciu trwałej wegetacji. Nie kwitną drzewa jak wtedy, gdy rolnicy wychodzili już na pola. Wówczas zbiory dojrzałych owoców, zaczynały się w pierwszych dniach maja! A żniwa kończono w połowie tego miesiąca! Teraz jest to niemożliwe i nigdy tego nie doświadczyliśmy w obecnych czasach. Kroniki zakonne wspominają też o uprawach melonów, a w okolicach pomorza także brzoskwiń i okresowo drzew oliwnych - stąd wieś oliwa - dzisiejsza dzielnica Gdańska. Ponadto opisy trwającej wegetacji w listopadzie i grudniu, a w pojedynczych przypadkach (co 10-15 lat) np. łąki kwitły aż do Nowego Roku. Zamiast znanego nam śniegu w tym okresie, przechodziły gwałtowne burze z piorunami, gradem i huraganem jak w środku lata. Teraz też powoli zaczynają się takie zjawiska pojawiać, ale w minimalnym stopniu póki co. Od połowy października wegetacja zanika (przymrozki) i nie ma mowy o takim cieple jak wtedy w ciągu listopada i grudnia, gdy opisywano wrażenie termiczne jakby dalej trwało lato! Poza tym niektóre gatunki drzew np. Jesiony, trzymały liście nawet w grudniu dopóki nie robiło się na tyle chłodno, żeby je zrzucać, lub ewentualnie w czasie najkrótszych dni na przełomie lat. Tu wyjaśniam, że ten gatunek drzew znosi dni krótkie (jak na nasze położenie) i wystarczy, żeby było ciepło i odpowiednio wilgotno, bo to ważne w procesie utrudnionej fotosyntezy w tym czasie.
|