Witam
W związku z tym, że temat mi nie jest obcy (mimo 1-go roku uprawy) pozwolę sobie na mały komentarz.
Przed posadzeniem krzewów winorośli w mojej winnicy królowały chwasty w niezliczonej ilości a wysokością dorastające nawet do 1 m

.
Chcąc się ich pozbyć miałem do wyboru 2 drogi:
1. Porządne przyoranie działki i regularne prace glebogryzarką.
2. Porządne przyoranie działki, posianie trawy i regularne koszenie.
Wybrałem tę drugą opcję (kosiarkę już mam, w glebogryzarkę musiałbym zainwestować

) i do tej pory nie żałuję swojej decyzji.
Z perpektywy 1-go roku uprawy (wiem, że to bardzo krótko aby wyciągać daleko idące wnioski) uważam że:
- rosnąca w moich warunkach trawa w znacznej mierze (oczywiście nie w 100%) ograniczyła rozwój chwastów które w większości nie lubią być koszone.
- koszenie trawy to "zło konieczne" choć wydaje mi się, że jest mniej pracochłonne niż koszenie zadarnionych międzyrzędzi i "obrabianie" rzędów winorośli glebogryzarką.
- konieczność kilkukrotnego plewienia przy krzewach w sezonie nie ukrywam jest trochę uciążliwa
- plusem takiego sposobu prowadzenia jest brak konieczności podlewania upraw podczas suszy (trawa ogranicza parowanie wody z gleby).
- kompostująca trawa z powodzeniem może posłużyć do nawożenia krzewów.
- minusem jest oczywiście (zwłaszcza na mniej zasobnych glebach) konieczność zwiększenia dawek nawozów.
-
ewidentnym minusem jest konieczność zorganizowania ziemi do okrywania tych mniej mrozoodpornych odmian na zimę.
- nie mam porównania co do siły wzrostu krzewów uprawianych w zbliżonych do mnie warunkach w czarnym ugorze, aczkolwiek średnia wysokość krzewów MF (posadzonych w okolicy 15 maja) w pierwszym roku uprawy na poziomie 200-220 cm nie jest najgorsza (krzewy prowadzone na 2 pędy).
BTW: Czas pokaże czy wybór był słuszny
_______________
Przemnix