@ZbyszkuB, bardzo cenna uwaga odnośnie zrzucania barwników. Z pewnością to wino nie ma dużo tanin. Macerowałem 8 dni z enzymem. Robię tak zawsze.
Co do utlenienia. Wino trzymam w szkle, wypełnione po sam korek, jak najdłużej w 20-to litrowym gąsiorze. Dbam o beztlenowe obciągi. Ale tu mi dałeś do myślenia. Wino flagowe maceruję w wysokich dużych beczkach HDPE nie do końca wypełnionych, góra w 2/3 do 3/4 jak urodzaj. Przy takiej maceracji/fermentacji wino jest perfekcyjnie zabezpieczone warstwą ciężkiego CO2. Marquette faktycznie maceruję w pojemniku fermentacyjnym gdzie do krawędzi bliziutko. Przykrywam go oczywiście prawie szczelnie, ale przy zatapianiu kożucha ma szansę trochę tlenu złapać. Hmm?
Odnośnie odmian pancernych do kupażu. Ja mam sporo St.Croix, które mi wina w kupażu nie psuje w przeciwieństwie do Marquette. Plenność zdecydowanie większa, odporność o niebo wyższa od Marquette i Regenta i wszystkich pozostałych jakie mam w winnicy. Lubię tę odmianę bo można ją tak pięknie uformować w zgrabne sznury, ciąć króciutko na 2 oczka, nic tam nie zasycha, zawsze jest z czego czopek zrobić. Już więcej nie będę chwalił St.Croix bo tytoniowo-dymnych aromatów nie wszyscy poszukują, choć mi się one kojarzą z dobrym cygarem i w kupażu zupełnie nie przeszkadzają.
Pisałem o tym, że nawet niewielki dodatek Marquette, zepsuł mi rocznik, na „szczęście” był to rocznik beznadziejny i minimalny, majowo-przymrozkowy.
Co do dłuższej maceracji. Obawiam się, że te gorzkie taniny i mydlany finisz to właśnie efekt maceracji. Krwi riparia tam sporo.
Co do likierowania. Kurcze ja bym dnia przed zachodem słońca nie chwalił. Spirytus utlenia dodatkowo. Też miałem takie plany odnośnie Marquette, ale ostatecznie odbieram z flagowego macerału porcyjkę w odpowiednim momencie i to wystarcza aby zasłodzić moją żonę. Spirytus moim zdaniem robi coś dziwnego także z taninami. Pojawiają się mocno ziołowe aromaty, których nie mam w standardowym wytrawnym. Ciekawe co się dzieje z niefajnymi (moim zdaniem oczywiście) taninami Marquette.
Odnośnie rezygnowania. Ja nie zamierzam rezygnować. Mam tym pięknie pokrytą pergolę. Dach jest tak szczelny, że nawet deszcz nie straszny.
Tak jak pisałem, wino trzeba szybko wypić jako łatwo pijalne, fajne owocowe młode winko. Wtedy nawet sprawia przyjemność. Aromaty są naprawdę bardzo fajne, a ciała brak.
Na szczęście sporo tego mojego Marquette poszło na wczorajszym Trifonie Zarezanie (swoją drogą bardzo fajna impreza na którą co roku zapraszam a pojawiamy się tylko we dwóch z @Zdankiem). Jeszcze ze dwie większe imprezy i się rozejdzie. Ale dosadzać na pewno nie będę.
Konkludując. Trzeba się tej odmiany jeszcze pouczyć. Może węglowa maceracja by coś jeszcze fajniejszego w młodym winie dała.
Pozdrawiam i pijmy szybko Marquette bo tak szybko przemija.
Paweł