jokaer napisał(a):
Myślałam o occie balsamicznym jak najbardziej, ale w tym sezonie nie miałam jakoś nadwyżek owocowych,
a to jednak trochę tego moszczu trzeba skoro potem się go zagęszcza przez gotowanie.
Trochę mnie odstrasza późniejsze dojrzewanie w beczkach tego octu, bo chciałabym szybszy efekt
DibuaJa nie wiem czy nie robiłabym tak trochę bardziej po swojemu.
Mianowicie odparowany sok , pewnie dałabym pożywkę i od razu zaszczepiłabym matką octową.
A tak w ogóle jak przechowujesz matkę octową.?Ja najbardziej boję się tego acetonu, a tak to nic nie powinno się stać

Dzięki, że odpisujesz, liczyłem na to

Zrobiłem tak:
- gotowałem długo na małej mocy palnika, przetarłem przez sitko, uzyskałem gęsty sok ok. 25'Brix,
- dodałem bayanusy, przefermentowało i stanęło,
- zmieszałem z zeszłorocznym octem winnym, miałem tego z 6 butelek, w niektórych mieszkała matka octowa.
I na tym koniec procedury, teraz stoi wszystko w słoju "wielozadaniowym" z szerokim otworem przykryte szmatką, nic się nie dzieje.
Wyrównał się nieco smak będący początkowo mieszanką sfermentowanego, kwaśnego wina i octu.
Jak popatrzyłem na skład "aceto balsamico di Modena" z polskiego marketu: ocet winny, zagęszczony moszcz winogronowy, barwnik, to stwierdziłem, że robią to podobnie i z balsamicznością nie ma to nic wspólnego.
Nie powiem, żebym był zachwycony, ale smak jest odrobinę lepszy niż rok temu.
Matki jakoś specjalnie nie pielęgnuję, zatapiam to, co mi się na powierzchni urodzi, a jak zlewam do butelek, to po pół roku czasem niektóre butelki mają po 2-4 cm grube matki

Pomiętoszę je i wyrzucam, nie stosuję szczepienia matką nowych octów, bo nigdy nie trafiam na dobry timing.
Może i racja, trzeba było ominąć fermentację alkoholową (bayanusy) i zmieszać zagęszczony sok z zeszłorocznym octem?
Potestuję za rok, bo wszyscy w rodzinie wolimy ocet jabłkowy i winny stoi spokojnie.